Potyczki z cenzurą
Z POWODU SKARG NA CENZURĘ
Zachowajmy w tych skargach umiar,
Bo rzekł mędrzec, w związku z tym tematem,
Że „dowcip, który cenzor ZROZUMIAŁ,
Zasługuje na konfiskatę”.
Tym wierszykiem ze „Szpilek” z roku 1936 zaczynamy krótką opowieść o dość nielicznych spotkaniach Tuwima z cenzurą. Jeśli chodzi o okres międzywojenny, to doszukałem się jednego przykładu, gdy nie dopuszczono mu czegoś do druku. Chodzi tu o wiersz „Kosteź”, który skonfiskowano wraz z całym numerem „Cyrulika Warszawskiego”. Właściwie to informację tę znalazłem tylko w jednym miejscu: w przypisie do wiersza, w powojennej edycji „Dzieł” i nie wydaje mi się ona zbyt pewna. Skany wspomnianego numeru „Cyrulika”, który tylko w niewielkim stopniu tyczy się krytyki sanacji, istnieją w bibliotekach cyfrowych. Zresztą wiersz pojawił się później w „Jarmarku rymów”, tym bardziej więc nie znajduję potwierdzenia ingerencji cenzury. A o czym jest utwór? Nawiązując do „Świtezi” Mickiewicza, opisuje osobę szefa twierdzy brzeskiej Kostka-Biernackiego. Stąd tytuł.
KOSTEŹ
(BALLADA)Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie,
Do Płużyn ciemnego boru
Wjedź i siedź cicho, jak mysz na ogonie,
Żeby nie stracić humoru.Kosteź tam mętne rozprzestrzenia łona
Ku przerażeniu narodu,
Gęstą po bokach plotką oczerniona
Z bardzo znanego powodu.Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
I zwrócisz ku miastu oblicze,
Trwoga przed tobą a skutki pod tobą,
A co zobaczysz — nie życzę.Bo od niedawna ziemia nowogródzka
Strach siny naokół budzi
I żeby jechać w noc do województwa
Trzeba być najśmielszym z ludzi.Bo jakie szatan wyprawia tam harce,
Jakie się larwy szamocą!
Drżę cały, kiedy bają o tern starce
I strach wspominać przed nocą.Co to ma znaczyć? różnie różni plotą
I ten coś gada i tamten,
Biegają wieści pomiędzy prostotą,
Lecz człowiek nie jest demantem.Pan na Wyżynach, którego pradziady
Były na Litwie dziedzice,
Z dawna w Przemyślu chciał zmienić posady,
A był tam pewien oficer.I gdy wybory w każdym robił mieście
I wielkie sypał wydatki,
Związano wielu, posłano do Brześcia
I uszkodzono pośladki.Ja ostrzegałem, że w tak wielkim dziele
Dobrze, kto Boga przywoła,
Więc na mszę dano w niejednym kościele
I ksiądz przyjechał z Żongołła.Stanął na baczność, ubrał się w ornaty,
Przeżegnał pracę, pokropił,
Pan daje hasło: odbijają baty,
Aż naród z szumem się stropił:„Do czego dąży, kiedy jedni z trwogi
Na miejscu stanęli głazem,
Drudzy zwrócili ku ucieczce nogi
Przed popularnym wyrazem?Młodzieńcy, wiedzcie, że tutaj bezkarnie
Nikt dotąd portków nie spuścił!
Ma już tam wszystko! Co jeszcze zagarnie
Do nieprzebrnionych czeluści?". . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . .Choć godna kary jest ciekawość pusta,
Lecz co nad Bugiem poczęli,
Bug wam przez moje opowiada usta:
Dzieje tej brudnej topieli.Mógł czas te dzieje wymazać z pamięci
I znikłby sam odgłos kary,
Lecz znów w swych baśniach prostota go święci
I myśli sobie: „Oj, Stary!”A to, co dawno pękło na kształt rowu,
Niech za tym myśl już nie goni,
Niech Kosteź ciszą nakryje się znowu
By nie słyszano już o niej.Madam Ickiewicz
Podpis to oczywista aluzja do autora „Świtezi”. W dodatku dowcipnie udana.
Fakt, że w latach 20-tych Tuwim nie musiał się przejmować istnieniem cenzury jest łatwy do wytłumaczenia: Ponieważ, tak jak wszyscy Skamandryci, był zwolennikiem Piłsudskiego. Także po zamachu stanu w 1926 roku, popierał rządzących. Sprawy zaczęły się komplikować w 1930, kiedy władze aresztowały posłów PPS i PSL, by urządzić im dęty proces brzeski. Poskutkowało to osadzeniem kilku posłów w więzieniu w Brześciu. Z tych czasów pochodzi powyższy wierszyk.
W latach 30-tych, kiedy uczucia Tuwima wobec sanacji znacząco się ochłodziły – powstało kilka wierszy od razu przeznaczonych do „drugiego obiegu”. Tak właśnie – przez odpisy – rozprowadzany był słynny „Bal w Operze”. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności tuwimowe wierszyki ze „Szpilek” nie były obiektem cenzorskich nożyczek, a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Ale może coś na rzeczy jest, skoro poeta dopuścił się i takiej szpilkowej fraszki (1936):
DIFFICILE EST
Oj, dudni woda, dudni
W najtęższych głowach, jak w studni!
Trudno nie pisać satyry,
A wydrukować – najtrudniej.
* * *
Zarzuty o cenzurowanie w różnych postaciach, na poważnie pojawiły się dopiero w trakcie pisania „Kwiatów polskich”. W końcu opuszczone przez Grydzewskiego fragmenty, stanowiły pretekst do zerwania z nim znajomości. W sumie nie powinniśmy się temu dziwić, że w wojennym czasie prezentowano różne „wersje” fragmentów poematu w zależności od tego, gdzie były drukowane. Ogólnie rzecz biorąc, pomijając przypadek Grydza, Tuwim zgadzał się z tymi ingerencjami. Apogeum autocenzury w odniesieniu do „Kwiatów” miało miejsce po wojnie, gdy poeta dał się łatwo przekonać, że nie warto umieszczać w druku elementów nazbyt antyklerykalnych, antyniemieckich czy propiłsudczykowskich. Być może między innymi dlatego poemat ukazał się dopiero w 1949 roku, choć był gotowy cztery lata wcześniej. Rzecz warta głębszego wglądu.
Można podejrzewać że w latach powojennych, pomimo hołubienia przez władze komunistyczne, oprócz marchewki również i kij mógł być w użyciu. Z jednej strony wydawano w wielkich nakładach jego wiersze dla dzieci oraz pozwolono dyrektorować teatrowi muzycznemu, co dawało mu duże dochody. Jak napisałem w artykule „Bal u Senatora”, był w miarę majętnym człowiekiem. Z drugiej strony, dziwnym trafem kłopotliwe stawało się publikowanie poezji i tłumaczeń. Przeciągano terminy wydań książek, jak uczniakowi odrzucano utwory przesyłane do prasy literackiej, tak jakby chciano mu powiedzieć: „Masz nas popierać jeszcze mocniej”. Oprócz poopóźnianych terminów, może na to wskazywać istnienie kilkunastu, głównie humorystycznych i satyrycznych wierszy, które ukazały się w „Szpilkach” dopiero parę lat po śmierci poety. Być może nie zostały wydrukowane, kiedy powstawały, by dać autorowi małego prztyczka w nos.
Zakończę niniejszy artykuł wierszem, który przeszedł przez cenzurę roku 1952, co, jeśli przeczytamy jego treść, wyda się co najmniej zaskakujące. To jedna z kilku przesłanek, które potwierdzają, że w ostatnim roku życia Tuwim powoli leczył się z mentalnego uzależnienia od władzy komunistycznej.
JESZCZE JEDEN WIERSZ POETY ANDRZEJA WIKTORA BUTNEGO
(Poleca się czytać głośno, jako wzór harmonii dźwiękowej. Zwróć uwagę na wydźwięk, czyli wybździęk)
Przez gwiezdne niebo jak przez durszlak
Noc sieje źdźbła mdłe blasków ostrych.
Gwóźdź Kacper mknie przez twardych dróg szlak
I idą za nim słupy wiorst pstre.Cóż? – Kacpra szept brzmi – moich prac plan
O osiem zwiększyłem zaledwie procent…
I – osiemnaście w głowie Kacpra
Świta uparcie, idąc nocą!!!Przyspiesza kroku Gwóźdź – i gwiazd gwizd
Pogania go, jak temu miesiąc.
Nazajutrz – na tablicy wyróżnionych nazwisk
Grzmiał cyfr hymn: „Kacper Gwóźdź – osiemdziesiąt!”
Pozostaje zagadka, dlaczego cenzura w szczytowym okresie stalinizmu, pozwoliła wydrukować taki utwór w „Nowej kulturze”. Być może dlatego, że wiersz stanowił satyrę na sposób pisania ówczesnych młodych, zaangażowanych literatów (Andrzeja Brauna, Andrzeja Mandaliana, Wiktora Woroszylskiego i Romana Bratnego), a nie na zjawisko windowania procentów norm przodowników pracy.

