Julian Tuwim w Internecie

Z faszystofila na alianta

Niniejszy artykuł jest z tych „ścisłowiedowych”, bo w dalszej jego części podaję objaśnienia aluzji i sformułowań użytych w wierszu Tuwima. Ale nie musisz ich czytać, jak najbardziej możesz zakończyć lekturę na smakowitym fragmencie „Kwiatów polskich”, delektując się ostrym i dowcipnym językiem poety.

Zanim przejdę do głównego tematu, chcę napisać, że współczesne państwo żydowskie – Izrael – dopuszcza się zbrodni ludobójstwa. Niech ten jeden akapit nie pozostawia wątpliwości, jaki jest punkt widzenia autora tej witryny. Szczególnie, że w dalszej części tekstu dostaniemy szereg antysemickich wypowiedzi sprzed wieku, których nie da się uzasadnić dzisiejszymi zbrodniami Izraela.

Na początek, by umieścić całą rzecz w odpowiednim kontekście, zacytuję typowy dla swoich czasów artykuł, o wyraźnie faszyzującym charakterze, wydrukowany w „Prosto z Mostu” w roku 1938. Tyczy się on tzw. ustaw rasowych. Włochy wprowadziły wtedy szereg zakazów dla Żydów – między innymi: pełnienia stanowisk państwowych, zawierania mieszanych małżeństw, służby wojskowej czy wykonywania niektórych zawodów.

BLOK ZDROWEGO SENSU

W oczach naszej prasy „demokratycznej”, „postępowej”, „liberalnej” czyli po prostu zażydzonej, ludożercy będą teraz aniołami w porównaniu z Włochami. Murzyni zjadają księży co jest dozwolone, zaś faszyści wypędzają Żydów co jest największym przestępstwem.

Mussolini jako genialny człowiek nigdy nie lubił starozakonnych, po cichu tępił ich od dawna. Żydy, co „robiły” w kulturze zastawały rano na biurku kartkę: pańska dymisja została przyjęta! I woźny wyprowadzał ich kuchennymi schodami za drzwi. Tylko u nas oświata, literatura i cywilizacja obejść się bez Żydów nie mogą. Zdaniem „czynników” oczywiście.

Zgłaszali się więc do polskich konsulatów w Italii różni Toeplitze i Szwingarterzy z prośbą o wizę do Polski

– A gdzie pan stale mieszka?

– W Meranie i Montecatini.

– Gdzie pan chce jechać?

– Do Lubartowa na kurację, ja się potrzebuję leczyć.

Teraz Włosi postawili sprawę jasno, po męsku: nie chcą Żydów u siebie i basta! Niedziałkowski pytał kiedyś w każdym numerze „Robotnika” kto jest właściwie Żydem? jak Żyda poznać i doszedł do wniosku, że Żydzi w ogóle nie istnieją. Faszyści są bardziej rozgarnięci o redaktora „Robotnika”, więc rozstrzygnęli sprawę prosto: dziecko dwóch Żydów jest trzecim żydłakiem! Wyśmienicie.

Oprócz Blumanii, gdzie jest francuski bałagan, wszystkie poważne państwa europejskie wydały zarządzenia antysemickie. W Niemczech – wiadomo coś niecoś o tym, w Rumunii edykty Gogi zostały utrzymane w mocy, w małych Węgrzech poczyniono pejsatym wielkie restrykcje, w Anglii Żydom nie wolno służyć w marynarce czyli nie wolno tknąć się narzędzia potęgi brytyjskiej, w Turcji Żydów pędzą. Teraz Włochy dołączyły się do tego zdrowego sensu.

A w Polsce, gdzie Ozon duka o unarodowieniu życia, gdzie rebe Miedziński woła o Duńczykach, gdzie nie wolno kichnąć bez pozwolenia starostwa – w Polsce zetatyzowanej, nie wydano ANI JEDNEGO ukazu przeciwko Żydom. Nic! Wolno im jeździć tramwajem, i pracować w PAT-cie, być dyrektorami departamentów, i nie nosić żółtej łaty i brać subsydia i posiadać wszystkie kamienice, i zakładać tajne związki, i kupować majątki, i robić geszefty, i reprezentować Polskę… i wszystko co im do głowy przyjdzie.

Chełpi się sanacja, że zaprowadziła pierwsze od Batorego rządy silnej ręki. Owszem – silne, ale dla Polaków – nie dla Żydów.

(…) Och, takie jedno drobne zarządzenie włoskie na początek. Że goście żydowscy po 1919 r. muszą natychmiast się wynosić. Od miliona uwolnilibyśmy się momentalnie. Przecież był taki humanitarny minister spraw wewnętrznych, co dał setkom tysięcy litwaków obywatelstwo. Lepiej by wtedy zajmował się malowaniem płotów.

„Obrzydliwe!” chciałoby się zakrzyknąć przy lekturze tego tekstu („wolno im jeździć tramwajem”!). Autorem jest znany publicysta, który w latach 30-tych fascynował się faszystowskimi porządkami w Europie („Mussolini – genialny człowiek”!), ale gdy przyszedł czas wojenny, zapomniał o wyznawanym antysemityzmie i publikował (również) u Grydzewskiego artykuły, mające pokrzepić polskie serca. Zresztą nie tylko pisał, ale – co mu trzeba oddać – służył w Polskich Siłach Zbrojnych. Po wojnie nigdy nie wyparł się antysemickich poglądów. Tym bardziej, że na swoim koncie miał o wiele obrzydliwsze artykuły niż ten cytowany. W innym tekście „Prosto z Mostu” z satysfakcją opisywał wywózkę Żydów do obozu koncentracyjnego, przeprowadzaną w przedwojennych Niemczech: „Będą nareszcie porządnie pracować w tym koncentracyjniaku w Dachau”.

Takich jak on, było więcej. Wojna pogodziła antagonistów z czasów międzywojnia, bo walka z niemieckim agresorem była ważniejsza od krajowych konfliktów. Tego właśnie Tuwim nie mógł zdzierżyć: Jak to jest, że dotychczasowi miłośnicy Hitlera, przystąpili do aliantów? I w dodatku wszyscy inni nagle doznali zaniku pamięci, „rozgrzeszając” tamtych z dotychczasowych postępków. O to też miał pretensje do Grydzewskiego i również z tego powodu zerwał z nim kontakty, kierując się w stronę komunistów.

Zanim jednak potępimy Tuwima przeczytajmy, jak wyglądało to z jego punktu widzenia:

KWIATY POLSKIE
(fr.I/II/IX)

A to siupryza! Popatrz, popatrz!
Zamordębierca, totalista,
Podjudzacz, hecarz, dołków kopacz
Do „zgniłej demokracji” przystał!
Co to się stało? Proszę, proszę,
Me diga, faz favor, amigo,
Jakżeś z faszyzmu się wymigał
I w Rio aż do tego doszedł,
Że mówisz „łajdak Mussolini”
Że bydlę mówisz o Hitlerze,
Z radości liżesz się i ślinisz,
Gdy Grek albańskie miasta bierze.
W Warszawie – Berlin był ci Mekką,
A Rzym – Betlejem niewątpliwem,
Londyn i Paryż – Tel Avivem,
A Hradczyn – Kremlem. Jakżeś lekko
W drodze wykręcić się potrafił
Z tej politycznej geografii!
(…)
Kiedy się Wilk Żelazny rozpadł
Na setki piesków skocz-hitlerków,
Kiedy jak trąd, jak czarna ospa
Pokryła Polskę dzicz burszowska
Szturmowców, stürmerowskich „clerków”;
Gdy generalskie Kaffeepflanze
Złapały faszystowską francę
I matkowały bogom nowym:
Pierwszej Kohorcie czy Falandze
Ostatnich mętów i szumowin;
Kiedy ministrom wystraszonym
Na murach pisał epitafium
Wódz, młokos, gówniarz „prześwietlony”
Z mistyczną misją wprost z Monachium;
Gdy panowali na ulicy
Drobnomieszczańscy drobni dranie,
Już znakomici „katolicy”,
Tylko że jeszcze nie chrześcijanie;
Gdy się szczycili krzepą pustą,
A we łbie mieli groch z kapustą,
Gdy bili Żydów z tej tężyzny,
Tak bili, rozjuszeni chwaci,
Że większy wstyd był za ojczyznę
Niż litość dla mych bitych braci,
Gdy groził „nocą długich noży”
Liryk, deliryk, satanista,
Gdy ksiądz [Charszewski], sługa boży,
W stolicy sławił Antychrysta,
Ksiądz Trzeciak w Norymberdze zasię
Hołd składał parteitagom wrażym,
A księdza Pudra o tym czasie
Policzkowano przed ołtarzem;
Gdy cham i nieuk, jeden z drugim,
Szpik, łapacz z „dwójki” czy z „Zadrugi”
Znieważał „Żyda” Mickiewicza
I – nie bał się Jaroszewicza,
W [dupie] miał rząd, opinię, prasę,
Bo szefa miał – na Wilhelmstrasse;
Gdy Wielki Łowczy w Polsce gościł
I wielkopańskie pił szampany,
Gdy [zesrywały] się z radości
Ozońskie błazny i bałwany,
Że podejmują Ribbentropa
(A wyrok był już podpisany,
Na śmierć skazana Europa);
Gdy wielki grzmiał w obawie jubel,
Że Józek z Hessem był na wódce,
Że Ciano w tany porwał Dziubę,
Że Bolek z Eddą tnie hołubce –
O, danse macabre! Gdy wbijali
Tym tańcem gwoździe w trumnę
[I – dobra nasza. A już w dali
Trepakiem przytupywał Stalin
I słusznie mrużył oczko „umne”;]
Kiedy berlińskich biesów szajka
Ze śmiechu się tarzała patrząc,
Jak się przyjaźnią z nimi paprzą,
Jak Polskę toczy rak marszałka;
Gdy było „byczo” i rząd „amcił”,
Śmigły „podciągał” gosudarstwo,
A orlajtnicy, adiutanci
Stukali obcasami dziarsko;
Gdy się u stóp głuptasa wili
Ten w „szczerym hołdzie”, ów na żołdzie,
Gdy honor dziejów plugawili
Nikczemnym marszem na Zaolzie;
Kiedy sztrabanclom z oenerii
Miedziński składał ukłon dworski,
A Słonimskiego bił w cukierni
Plagiografoman Ipohorski;
Gdy arsenałów nie doglądał
Buławy legendarnej dziedzic,
A dla mnie szubienicy żądał
Poeta polski Pierd-Piertkiewic;
Kiedy za rządów tych ozońców
Kto żyw, ten błotem mnie smarował:
Bandyci z rozwrzeszczanych „Gońców”,
Klechici z Niepokalanowa,
„Myśl (do złudzenia) Narodowa”
[Semi-sarmata z „Morsdorf z mostu”
(A ja słyszałem – Żyd po prostu,
Co sarmackiego majufesa
Na muzyke Goebbelsa tańczył
Wnuk krakowskiego hadełesa
Von Silberfeld – a codreańczyk),]
Z „Polski (na pozór) Zbrojnej” młokos,
Marsz, marsz, Dąbrowski, herbu Kokos,
Hula-babula Hulewica,
Kontryfałowa hitlerzyca;
Komersów w deklach sztab wałkoni,
Draby z „Żylecji” i „Pałkonii”,
Rydzowi „bierkamraci” mili
(Razem warzyli, razem pili).
[Ksiądz Miłaszewski z „Podbipięty”
Z samopiszącą żoną Jentys,
Stahl, migland, smiglanc i odmieniec,
Co za tasiemcem rżnął tasiemiec
I fetorysta Młodorżeniec,]
Item – postawię je osobno –
A B C („DEF” podobno,
Jak i tajniaki z „Merkuriusza”);
Kiedy im, głupim, rosła dusza,
Że będzie getto (jest już getto),
Że będą mogli bić po mordzie
„Konstytucyjnie”, gdy in petto
Marzyli o germańskiej hordzie,
Wiernie oddani duszą całą
Tym samym w końcu ideałom,
Bliźniaczym draństwom i ohydzie;
Kiedy w żurnalii robaczywej
Nic, tylko wrzało i migało:
Żyd, Żyda, Żydom, Żydów, Żydzie,
[żydy parchate czy parszywe,
Żyd jest największym naszym wrogiem,
Żyd z nożem czyha przed twym progiem,
Przez Żyda głód, przez Żyda nędza,
Żyd okradł, Żyd znieważył księdza,
Białego orła Żyd podeptał,
Żyd z niemowlęcia krew wychłeptał,
Żyd otruł, zgwałcił, zdradził, splamił,
I znowu: Żyd, Żydowi, Żyda,
Żydom, o Żydach i Żydami;]
Gdy zaprawiony w drobnym kancie
Byle kto w łydki mi się wgryzał –
– Gdzie wtedy byłeś, mój aliancie?
Gdzie pies ci wtedy mordę lizał?

* * *

Uwaga: Teraz zaczyna się „ścisłowiedowa” część artykułu. Będziesz mógł się dowiedzieć o aluzjach z których utkany jest powyższy fragment „Kwiatów polskich”. To porządny kawałek historii II RP. Ciekawe jest też to, że tekst ów okazał się nazbyt ostry, jak na warunki końcówki lat 40-tych PRL. Tuwim – czy to pod wpływem Borejszy, czy cenzury – usunął w powojennym wydaniu kilka sformułowań. Oznaczyłem je za pomocą nawiasów klamrowych, wracając do wersji wydrukowanej w 1943 roku w „Głosie Ludowym” z Detroit, pod tytułem „Do świeżo upieczonego »demokraty«”.

Zdecydowana większość objaśnień, podobnie jak sam wiersz, zaczerpnąłem z „Kwiatów polskich” wydanych w 1993 roku. Stanowią one wynik pracy i wiedzy bodaj największego ówczesnego tuwimologa Tadeusza Januszewskiego.