Dwa tomy „Dzieł”
Kiedy – w dawnych czasach, słusznie minionego systemu – stałem się studentem Uniwersytetu Wrocławskiego, wraz z kolegami z roku zostałem zagoniony do Biblioteki Uniwersyteckiej na ulicy Szajnochy. W ramach szkolenia bibliotecznego pouczono nas, jak mamy wypełniać rewersy, by wypożyczyć sobie potrzebny podręcznik; powiedziano również, że nie wszystkie książki można wypożyczać – niektóre dostępne są tylko w czytelni. Wtedy też dowiedziałem się dlaczego biblioteki są tak ważne – nawet „zakazane” pozycje można było znaleźć w księgozbiorze, podobno załatwienie pozwolenia nie było przesadnie trudne. Istnienie miejsca, oferującego dostęp do szerokiej bazy tekstów, prędzej czy później zdeterminuje powstanie grupy świadomych obywateli. Dziś słowo „dostęp” oznacza „za darmo”.
Używając nieco nazbyt wzniosłego języka, można by powiedzieć, że PRL wprowadzając zdobycze cywilizacyjne – likwidację analfabetyzmu i upowszechnienie gminnych bibliotek – jakby podpisała na siebie wyrok. Nie da się utrzymać autorytaryzmu, gdy każdy może czytać. Pikanterii całości dodaje fakt, że autorytarna PRL poradziła sobie z faktycznym utworzeniem sieci powszechnych bibliotek w kilka lat – II RP nie potrafiła tego zrobić przez cały czas swojego istnienia. Kończąc wątek biblioteczny: liczba tego typu obiektów (biblioteki i file) w roku 1989 wynosiła 10313, zaś w roku 2022 było ich 7638. Łatwo policzyć, że w III RP zlikwidowano 1/4 najważniejszych placówek kulturotwórczych Polski.
Wróćmy jednak do Szajnochy – bo tak skrótowo mówiło się na Bibliotekę – najważniejsza rzecz jaka zapadła mi w pamięć, to sformułowanie, że w księgozbiorze są wszystkie książki wydane w Polsce. Przyszło mi sprawdzić w praktyce owe słowa. Mianowicie, kiedy już powypożyczałem sobie najrozmaitsze podręczniki i poprzesiadywałem w czytelni w ramach przygotowywania się do zajęć, wpadłem na pomysł wypożyczenia dwóch książek zupełnie niezwiązanych z kierunkiem moich studiów.
W latach 50-tych i 60-tych ukazało się pierwsze wydanie dzieł Tuwima. Kolejne tomy zawierały: wiersze, poemat „Kwiaty polskie”, zbiór „Jarmark rymów”, przekłady i pisma prozą. O ile wiersze mogłem znaleźć w mojej bibliotece gminnej, to w końcu okazja na zaznajomienie się z nieznanym szerzej zestawem utworów satyrycznych i publicystyką wydała się na wyciągnięcie ręki.
I tak też zrobiłem. Wypożyczyłem kolejno: tom trzeci, czyli „Jarmark rymów”, i po ponad roku, kolejny „Pisma prozą”. Musiałem co prawda co jakiś czas odwiedzać przybytek na Szajnochy, by potwierdzić, że wciąż dana książka jest mi bardzo potrzebna, ale dzięki temu mogłem spokojnie obcować z niezwykłą osobowością Tuwima – zadziornego i błyskotliwego intelektualisty, momentami złośliwego, często dowcipnego. Pamięć lektury tych dwóch tomów była jednym z przyczynków, żeby w 1998 roku utworzyć witrynę „Julian Tuwim w Internecie”.
* * *
Od czasów studiów minęło parę dekad. Czy można dziś mieć dostęp do wspomnianych tomów, nawet jeśli nie jest się studentem UW? Ależ oczywiście – można je kupić na przykład na Allegro. Tak właśnie zrobiłem jakiś czas temu. Odżałowałem około 100 złotych (gdybym się nie spieszył i wyczekał dobry moment wydałbym znacznie mniej 😊) i zakupiłem obie książki. Nie jest to co prawda „za darmo”, ale za to na stałe. Oba woluminy zapewne mnie przeżyją i kwaśny papier zabije je dopiero za kilkadziesiąt lat. Póki więc istnieją, niech posłużą przy tworzeniu niniejszej inkarnacji witryny. A skoro słowo się rzekło, to i zacytować trzeba:
SIC!
Szła Nowym Światem z pieskiem
(Ratlerek. Wabił się „Smyk”),
Oczy miała niebieskie,
A piesek – czarne (sic).Widzę – dziewczyna klasa,
I wdzięk i urok i szyk…
– „Przepraszam, jaka to rasa?”
Odrzekła: „Ratler” (sic).– „Ratler? To dziwne”, wtrącam,
„Myślałem, że Fiat lub Buick”…
Mrużąc oczęta od słońca
Szepnęła: „Możliwe”… (sic).Chwyciłem dziewczę za biodro
(Mój stały nerwowy tik),
Spojrzała słodko i modro,
A piesek — zaszczekał (sic).– „Czy chcesz być moją?” Chciała.
Świat mi z przed oczu znikł!
Co wszystko mogą dwa ciała!
Nie licząc pieska (sic).Chwila pędziła za chwilą:
To całus, to wódki łyk.
„Kocham cię, kocham, Marylo”.
Maryla jej było (sic).Rozkoszą nienasycony,
Jak dzik, jak żbik i jak byk
Wyłem: „Co znaczą miliony,
Kiedy mam ciebie!!” (sic).A miły piesek w kąciku
Uśmiechnął się na ten krzyk,
Coś sobie mruknął po cichu
I podniósł nóżkę i… (sik).

