Tuwim oczami Miłosza – widziany z dystansu
Wśród wszelkich życiorysów, notek czy laurek poświęconym polskim literatom, pozycję wyjątkową zajmuje podręcznik Czesława Miłosza „Historia literatury polskiej”. Nasz noblista prowadził swego czasu zajęcia z historii literatury polskiej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Zebrane notatki z wykładu, stanowią treść wspomnianej książki. Warto przeczytać zawarte tam oceny z kilku powodów. Miłosz, jako Polak, znał wykładaną materię „od podszewki”, dodatkowo starał się nadawać opisywanym postaciom ludzkie rysy, by zaciekawić amerykańskich studentów. Z drugiej strony nie interesowały ich nasze narodowe dylematy, kompulsywnie odzwierciedlane w literaturze polskiej; wykładowca musiał zdobyć się na pewien dystans, lokując dzieła naszych pisarzy i poetów w szerszym i uniwersalniejszym kontekście. Tym bardziej, że notatki, a więc i książka, pisane były po angielsku i dopiero potem przetłumaczone na nasz język.
Przeczytajmy więc jak wygląda opowiedziany obraz Juliana Tuwima:
Urodzony w żydowskiej mieszczańskiej rodzinie w przemysłowym mieście Lodzi, Julian Tuwim zaczął pisać poezje na parę lat przed pierwszą wojną światową, zachęcony przez poetę, którego podziwiał, Leopolda Staffa. Jako student Uniwersytetu Warszawskiego wywołał skandal, publikując brutalny wiersz „Wiosna”, najwyraźniej zainspirowany lekturą Rimbauda. Od samego początku objawił się jako wirtuoz liryzmu i humoru. Tworzył dla lekkich rewii teatralnych i kabaretów liczne teksty, które przynosiły mu sporo pieniędzy i przez to dawały wolny czas na poważniejsze zajęcia. Jest również autorem uroczych wierszy dla dzieci. Jako poeta przeszedł długą ewolucję. Pijany życiem (a cała grupa wielbiła Życie), tryskający energią i dowcipem. Lubił w druku występować jako żartowniś: na przykład w r. 1921 razem ze swoim kolegą Antonim Słonimskim wydał „Pracowitą Pszczółkę. Kalendarzyk encyklopedyczno-informacyjny na rok 1921” który każdego prawdziwego rolnika mógłby przyprawić o obłęd. Z wiekiem stał się poetą przerażenia metafizycznego, zawoalowanego przez językową świetność. Stałym rysem poezji Tuwima było coś, co można by nazwać namiętnością myśliwego w pogoni za słowami. Kopał w słownikach, zbierał rzadkie książki, pisane przez szaleńców i grafomanów, eksperymentował ze źródłosłowami (cały jego poemat „Słopiewnie”, podobnie jak sam tytuł, nie przekazuje żadnego innego znaczenia, poza aurą jakiegoś wymyślonego. prasłowiańskiego języka). Ten zmysłowy, miłosny stosunek do korzeni słów, przedrostków i przyrostków czyni Tuwima trochę pokrewnym Leśmianowi.
Inną fascynacją Tuwima był diabeł. Być może poeta patrzył na siebie samego jako na nieco opętanego albo na pół żartobliwego, na pół tragicznego demona. W każdym razie nie tylko zbierał dzieła dotyczące demonologii, ale sam ułożył antologię („Czary i czarty polskie”) o wiedźmach i diabłach w Polsce, w oparciu o dawne źródła. Mający zamiłowanie do wszystkiego co osobliwe, kochał prowincjonalne miasteczka, ich zakłady fryzjerskie i apteki, restauracje na małych dworcach kolejowych, plakaty i ilustracje z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, amulety, talizmany, cudowne eliksiry. Jego pierwsze tomiki „Czyhanie na Boga” (1918) „Sokrates tańczący” (1920), „Siódma jesień” (1922), „Wierszy tom czwarty” (1923), „Słowa we krwi” (1926) były atakiem na nieznośnie namacalną rzeczywistość i przejmującym marzeniem o słowie tak intensywnym, żeby mogło stanowić jedno z rzeczą, którą nazywa. Było to także marzenie o utożsamieniu się z tym, czego dotknąć, co można powąchać, zobaczyć, W wierszu „Trawa” mówi:
Trawo, trawo, do kolan!
Podnieś mi się do czoła,
Żeby myślom nie było
Ani mnie, ani pola.Żebym ja się uzielił,
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami od twej świeżości.Abym tobie i sobie
Jednym imieniem mówił:
Albo obojgu – trawa,
Albo obojgu – tuwim.Ale Tuwim jest nieprzetłumaczalny we wszystkich wierszach, nie tylko w tych, gdzie wierny makaronicznej tradycji polskiego baroku używa łaciny, rymując ją z polszczyzną, jak na przykład w swoim wierszu o żabach-łacinniczkach, które rechocą „qua-qua” i „quam-quam”.
W dojrzałej fazie swojej twórczości, która obejmuje tomy „Rzecz czarnoleska” (1929 nawiązanie do Czarnolasu, majątku, w którym osiadł Jan Kochanowski), „Biblia cygańska i inne wiersze” (1933) i „Treść gorejąca” (1936), osiągnął klasyczną zwięzłość i metaliczne brzmienie wiersza. Był doskonałym tłumaczem poetów rosyjskich, nie tylko współczesnych, jak Borys Pasternak, ale przede wszystkim Puszkina, którego czarowi całkowicie uległ. Uwielbienie ma dla wielkiego poety rosyjskiego szło w parze z jego miłością do polskiej poezji renesansowej i do „Pana Tadeusza” Mickiewicza. Jednakże te klasyczne ramy służyły jedynie ostrzejszemu uwydatnieniu jego obsesji na temat przypadkowości wszelkich ludzkich spraw,
Tuwim miał dwuznaczny stosunek do społeczeństwa. Liberał i wróg antysemickiej prawicy (z której szydził w wielu wierszach), kłuł burżujów ironią:
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.Ale w istocie jego potępienie kierowało się do całego społeczeństwa jako takiego. Tuwim był mistykiem, stojącym wobec vanitas vanitatum wzniesionej nad otchłanią. Czaił się w nim strach przed społeczeństwem, postrzeganym jako wielkie zwierzę Platona. Ale to gniew polityczny skłonił Tuwima do napisania potężnego, długiego poematu „Bal operze” (powstał w r. 1936, opublikowany w całości dopiero po drugiej wojnie światowej). Łączą się w nim wszystkie talenty Tuwima jako autora lekkich wierszy, satyryka i poety tragicznego. Furii, z jaką opisuje generałów, dyplomatów, bankierów, prostytutki i pracowników wywiadu na balu w pałacu faszystowskiego dyktatora, Archikratora, odpowiada nerwowy, oszałamiający rytm wiersza. O świcie, gdy bal dobiega końca, scena przenosi się na przedmieścia stolicy, Warszawy, gdzie chłopskie wozy, wiozą do miasta świeże produkty, mijają się z ciężarówkami, zmierzającymi ku wsi, by tam pozbyć się nieczystości. Jest to poemat apokaliptyczny, w którym przerażenie Tuwima wobec brudnych poczynań skorumpowanego społeczeństwa zlewa się z przeczuciem ludobójstwa. Pierwotnie poemat miał motto z Apokalipsy św. Jana, a koniec balu nie jest niczym innym, jak po prostu końcem świata.
Po najeździe Niemców na Polskę w r, 1939 Tuwimowi udało się uciec za granicę; mieszkał w Rio de Janeiro i w Nowym Jorku i tam na wygnaniu napisał bardzo obszerny poemat, właściwie książkę wierszem „Kwiaty polskie” (wydane w r. 1949). Jest to rzadki w naszym stuleciu przykład utworu pisanego wierszem jambicznym, z fabułą przeplataną dygresjami i wspomnieniami z dzieciństwa. Jego romantyczny rodowód jest oczywisty: „Beniowski” Słowackiego, „Eugeniusz Oniegin” Puszkina. Tuwim, pełen nostalgii wygnaniec, wraca myślą do swojej rodzinnej Łodzi i do polskiej wsi, takich, jakimi je pamiętał z dzieciństwa i młodości. Utwór, jakkolwiek bezcenny jako uzupełnienie i komentarz do całego poetyckiego dzieła Tuwima, jest mniej doskonały od niektórych jego krótkich wierszy i od „Balu w operze”.
Po wojnie Tuwim powrócił do Warszawy i zarówno w prozie jak i w poezji deklarował swoją nowo odkrytą lojalność względem Polski Ludowej; ale wszyscy polscy krytycy są dziś zgodni co do tego, że nie napisał już niczego wartościowego. Między wojnami zajmował w Polsce pozycję poety numer jeden. Chociaż niektóre z jego poezji zostały stopniowo przyćmione przez nowe szkoły i mody literackie, to jego wysokie miejsce w literaturze polskiej nie może budzić wątpliwości.

