Julian Tuwim w Internecie

Jeden wiersz – Colloquium niedzielne na ulicy

Wiersz „Colloquium niedzielne na ulicy” ukazał się w tomie „Sokrates tańczący” z roku 1920.
 

COLLOQUIUM NIEDZIELNE NA ULICY

„Pani ma bardzo ładne czerwone usta,
Ale zdaje mi się, że są troszeczkę pomalowane.
Co za dziw? Wiadomo, że kobieta – to istota pusta…
Puchu marny, jak mówi poeta… To przecież znane.

Ale, proszę pani, czy to przeszkadza prawdziwej miłości?
Pani pozwoli, że ją do domu odprowadzę…
Co? Pani nie zawiera na ulicy znajomości?
Nie rozumiem… Ja przecież pani nie zawadzę…

Skąd znam panią? To dobre! Widziałem, jak z kinematografu
Wychodziła pani zeszłą razą w towarzystwie gości…
Szukałem panią! Jak babcię kocham! A tu trzeba trafu,
Że znowu panią widzę… Co za zbieg okoliczności!

Pani wybaczy, że ja tak mówiłem na pani usta…
Ale, moja pani, w dzisiejszych czasach… Bo tak – to mi się pani podoba,
Nie lubię, gdy niewiasta jest niesubtelna… Są guściki i gusta,
A pani to w sam raz… Przepraszam, po kim ta żałoba?

Szanowny tatuś pani powiększył grono aniołków!
Co za nieszczęście! Proszę pani, a kto wspomaga matkę?
Stryjo? No no… Może pani przyjmie ten bukiecik fiołków?
Może wstąpimy razem na herbatkę?”

 
* * *

Jeden wiersz.

To twój odbiór po jego przeczytaniu, jest dla ciebie tą właściwą i prawdziwą interpretacją. Ale jeśli chcesz przeczytać, co może oznaczać dla innych, możesz przejść dalej… Mam nadzieję, że znajdziesz tam coś więcej od szkolnego „co poeta miał na myśli…”

 
* * *

 

 

Czesław Miłosz przyznał kiedyś:

[Tuwim] zasłużył się literaturze polskiej, wprowadzając do poezji język potoczny, wbrew nieco sztywnym wzorom stylistycznym z okresu Młodej Polski.

Ten wiersz dowodzi tego dobitnie. Autor wspominanej przeze mnie fascynującej książeczki „Dwudziestolecie literackie” – Andrzej Zawada – myślał podobnie, bo właśnie ten utwór umieścił wśród kilkunastu tekstów źródłowych, mających najcelniej dokumentować charakter międzywojnia.

* * *

Zamiast mądrzyć się, dlaczego ten akurat wiersz jest dobrym przykładem na wprowadzenie języka potocznego do poezji, opiszę pewne zdarzenie z tym utworem w roli głównej. Otóż w czasach mojej nauki w liceum (połowa lat 80-tych), przez jakiś czas prowadziłem gazetkę szkolną pt. „Poeci młodych”. Wbrew nazwie nie były to cytaty z Asnyka czy Różewicza, ale złośliwe prezentacje tekściarzy jakże popularnych ówcześnie zespołów rockowych. Chodziło o to, żeby pokazać, iż buńczuczny tekst, kojarzony z buntowniczym i uwielbianym wykonawcą młodzieżowym, wyszedł spod tego samego pióra, co obrzydliwie milusia pioseneczka śpiewana przez którąś z piosenkarek w latach 70-tych. Ale zrobiłem jeden wyjątek dla prawdziwego poety, czyli dla Tuwima.

Ponieważ już wtedy bardzo lubiłem twórczość Tuwima, wybrałem kilka wierszy, które miały przedstawić poetę, jako kogoś, kto, zgodnie z tytułem gazetki, mógłby spodobać się młodym ludziom i byłby daleki od podręcznikowej nudy. Wybrałem „Śmierdziela” (humor i satyra), jakiś wiersz liryczny (wiadomo – dla zakochanych 😊) i właśnie „Colloquium”. Ten trzeci utwór wydał mi się wtedy na tyle różny od „standardowej poezji”, iż nie miałem wątpliwości co do dokonanego wyboru. Codzienna (pomimo że w niedzielę) powszedniość rozmowy znajdowała się lata świetlne od „milijona”, co to „cierpi za milijony”.