O prostym człowieku
Temat tzw. prostego człowieka prezentował się w twórczości poety rozmaicie, choć zawsze był ważny. Tuwim pochodził z rodziny średnio zamożnych inteligentów, ale zauważał biedniejszych od siebie. Być może jakiś wpływ miała tzw. „myszka” na jego policzku – duże znamię, przez które mógł się czuć kimś gorszym. Jego pochodzenie – rodzice byli przecież zasymilowanymi Żydami – również nie pozwalało mu zapomnieć, że wielu uważało go za pośledniejszy gatunek Polaka. W jakimś sensie mógł więc widzieć zwykłych, biednych ludzi, jako towarzyszy niedoli.
Już jego debiut „Wiosna”, zawierający zawołanie „Tłumie, bądź dziki!” bazuje właśnie na motywie tłuszczy, która rządzi się swoimi prawami, tak innymi od inteligenckich wyobrażeń przyzwoitego życia. Nie zawsze jednak Tuwim epatuje wulgarną brzydotą. Czasami pochyla się nad ludźmi z wyraźną czułością:
(***)
Nie śmiej się z nich. Nie wolno. Nie drwij. Bo to boli.
To przecież tacy biedni, tacy mali ludzie…
To kąkole i chwasty na bezpłodnej roli.
Nie wiń ich. Mają dusze. I też żyją w trudzie.A czyś widział ich dumę? Każdy z nich wszak sądzi,
Że jest wyższy od ciebie. Nie masz w nich pokory.
Ale niech sobie myśli. Pokój z nimi. Niech błądzi.
To człowiek biedny, mały. Może zły i chory.Och, nie śmiej się z biedoty! Bo serce mi ranisz!
Bo mi twa każda drwinka, jak im, w duszę wrasta.
Wiedz, że daremnie, bracie, tych maluczkich ganisz:
Przyjdzie do nich – pić z nimi – smutny Chrystus Miasta.
NASZA MĄDROŚĆ
Jakże ja cię będę uczył tej mądrości?
Myśmy ludzie cisi, myśmy ludzie prości.Myśmy ludzie prości, ludzie nieuczeni,
Słowem-ogniem wszczęci, słowem-ogniem chrzczeni.Splotem słów chwytamy tajnię w śpiewnym rymie,
U nas kwiatu – słońce, słońcu – kwiat na imię.Lecz w naszej mowie, w tym przedziwnym dziwie,
Świat się tak nazywa, jakim jest prawdziwieBez ksiąg i bez nauk, lecz w zadumie niemej
My jedyni jeszcze coś-niecoś tu wiemy:O tych chwilach nocnych, co w bezkresy biegną,
Gdy widzimy cienie nie wiadomo czego.Zawsześmy na ziemi jednakowo młodzi,
U nas po ogrodzie jasny Zwiastun chodzi.I do samej śmierci oddajem w pokorze
Bogu co cesarskie i Bogu co boże.
CIEMNA NOC
Człowieku dźwigający,
Usiądź ze mną.
Pomilczymy, popatrzymy
W tę noc ciemną.Zdejm ze siebie
Kufer dębowy
I odpocznij.
W ciemną noc wlepimy razem
Ludzkie oczy.Mówić trudno. Nosza ciężka.
Chleb kamienny.
Mówić na nic. Dwa kamienie
W nocy ciemnej.
Te utwory, pisane w sytuacji, gdy poeta był w miarę majętnym człowiekiem, mogłyby dziś mu przysporzyć popularne miano przedstawiciela „kawiorowej lewicy”. Ale Tuwim nie był bezkrytycznym piewcą przyziemności. Często, zaglądał głębiej w brudne zakamarki duszy ludzkiej.
MIESZKAŃCY
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.
Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach
Zgroza zimowa, ciemne konanie.Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,
Że deszcz, że drogo, że to, że tamto.
Trochę pochodzą, trochę posiedzą,
I wszystko widmo. I wszystko fantom.Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,
Krawacik musną, klapy obciągną
I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię,
Taką wiadomą, taką okrągłą.I oto idą, zapięci szczelnie,
Patrzą na prawo, patrzą na lewo.
A patrząc – widzą wszystko oddzielnie
Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…Jak ciasto biorą gazety w palce
I żują, żują na papkę pulchną,
Aż papierowym wzdęte zakalcem,
Wypchane głowy grubo im puchną.I znowu mówią, że Ford… że kino…
Że Bóg… że Rosja… radio, sport, wojna…
Warstwami rośnie brednia potworna,
I w dżungli zdarzeń widmami płyną.Głowę rozdętą i coraz cięższą
Ku wieczorowi ślepo zwieszają.
Pod łóżka włażą, złodzieja węszą,
Łbem o nocniki chłodne trącając.I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,
Spodnie na tyłkach zacerowane,
Własność wielebną, święte nabytki,
Swoje, wyłączne, zapracowane.Potem się modlą: „od nagłej śmierci…
…od wojny… głodu… odpoczywanie”
I zasypiają z mordą na piersi
W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.
Koniec końców jednak, Tuwim zdaje się mówić „Tłumie! ty masz rację!” pomimo, że nie musi się z nim zgadzać:
(***)
Wznoszą się prostaczkowie i osiągają niebo – a my ze swoją wiedzą pogrążamy się w piekle.
Św. AugustynZnów to szuranie, bełkotu chór,
Znów na ulice wylazło z nór
Dwieście tysięcy, trzysta tysięcy
Poprzebieranych świątecznych zmór.Zieje pustynią zeszklały wzrok,
W otchłań zapada każdy ich krok,
W ultra-kolorach, w meta ubiorach
Łażą rozwlekle przez cały rok.To oni – sprawcy brzuchatych bab,
Sznycla, gazety, tryumfów, klap,
Skrótów, paszportów, forsy i sportów,
Słowa „gustowny” i słowa „schab”.To oni – naród, społeczność, wiek,
Styl i epoka, i dziejów bieg,
Ten sam odwieczny wróg niebezpieczny,
Podsłuch powszechny, masowy szpieg.Rozstąp się, bruku upiornych miast!
Rozstąp się, niebo, zbrojownio łask!
Biesa tępego, biesa głupiego
Oświeć i przeraź gradem swych gwiazd!
Skoro już śledzimy jak w twórczości zmieniał się obraz szarego człowieka, koniecznie należy zajrzeć do „Balu w Operze”, który chyba najdojrzalej przedstawia ten motyw. Z jednej strony mamy „tłustą pannę” z części VII, z drugiej „chłopki suche i dostojne” z części VI.

