Julian Tuwim w Internecie

Wiara i religia

Julian Tuwim formalnie przynależał do obrządku judaistycznego – został obrzezany, ślub brał w synagodze. Ale jego rodzice byli na wskroś areligijni. Pierwszym elementem związanym z symboliką religijną w ich domu, okazała się choinka, którą młody Julek sprawił na czas świąt Bożego Narodzenia. Kilka poniższych przykładów może wskazać, czym były dla niego pojęcia wiary i religii, choć jest to trudne, bo należą one do jednych z najbardziej intymnych i osobistych aspektów życia człowieka.

Tak jak Korczak w filmie Wajdy symbolicznie przedstawiony został prawie jak katolicki święty, tak Tuwim, otoczony obyczajowością polskiego katolicyzmu, odnosił się do niego przede wszystkim. Trudno powiedzieć, na ile była to refleksja natury religijnej, a na ile chęć uchwycenia mistyki świata codziennego i wyrażenia jej za pomocą języka chrześcijaństwa. Niezależnie od przyczyny, postać Chrystusa czy Boga często pojawia się w wierszach powstałych we wczesnym etapie twórczości.

CHRYSTUS

Nie skarżę się, mój Ojcze, nie skarżę się, mój Panie,
Iżeś dał sercu memu to smutne miłowanie.

Nie skarżę się, mój Ojcze, że tak samotnie chodzę,
Żem się już wielce zanurzył w tej ciernistej drodze.

Obchodzę chaty z wieścią: „Zbliża się z łaski nieba”,
A ludzie mówią: „Z Bogiem…” I dają kromkę chleba.

Czyli są słowa moje tak bardzo niepojęte?
Nie widzą, że zbliża się Królestwo Twoje święte.

Nie widzą, że niebiosa rozwarły się narodom,
Nie wierzą, choć im prawię z radością i pogodą…

Lecz skarżę się, panie, że tak strapiony chodzę,
Że nie ma, nie ma kresu ciernistej mojej drodze.

Ptaszkowie mają gniazda i liszki mają schowy,
I tylko Syn Człowieczy nie ma gdzie skłonić głowy.

Lecz to nie skarga, Panie… Spraw jeno w bliskim cudzie,
Iżby mnie zrozumieli ci dobrzy, cisi ludzie.

OJCZYZNA

Ojczyzną moją jest Bóg,
Duch, Syn i Ojciec wszechświata.
Na każdej z moich dróg
Ku Niemu dusza ulata.

Ojczyzną moją jest łan,
Łan Polski, prostej, serdecznej,
Niech mi pozwoli Pan
W nim znaleźć spoczynek wieczny.

Ojczyzną moją jest dom,
Kochany dom rodzicielski,
Przytułek cichym snom
Młodości sielskiej, anielskiej…

…Patrzę, strudzony śród dróg,
W oczu Twych błękit przeczysty,
I jest w nim wszystko: i Bóg
I Polska i dom ojczysty.

Czy powyższy wiersz dowodzi religijności Tuwima? Niekoniecznie, może bowiem dokumentować zanurzenie młodego poety w symbolikę narodowo-religijną, którą był otoczony i do której się w nim przyznawał. Być może motyw trzyosobowego, chrześcijańskiego Boga nie stanowi sobą głębokiej refleksji religijnej. Nie można tego jednak powiedzieć o kolejnym przykładzie, w którym osoba Chrystusa jest bez wątpienia kimś bardzo ważnym:

CHRYSTUSIE

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie…

Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie…

I taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie,

Że duch mój przed tobą klęknie
I wtedy – serce mi pęknie,
Chrystusie…

Wspomnienie siostry to drobny szczegół, ale i on stanowi element uzupełniający do obrazu religijności poety:

(…) Julek miał już teraz swoje samodzielne życie w domu. Wyprowadził się dziecinnego pokoju do swojego własnego. Prócz półek na książki był tam jeszcze stół, który Julek dla podkreślenia ważności celów, jakim służył, obił zieloną bibułą. Na tym stole, już teraz na biurku, postawił głowę jakiegoś uszatego demona z brązu. Był to postument od naftowej lampy przywieziony przez kuzynów z Sieradza. Teraz ów łeb służył jako popielniczka. Obok leżał krzyż z kopenhaskiej porcelany z głową Chrystusa w cierniowej koronie. Na odwrotnej stronie krzyża wypisał Julek niebieskim atramentem: „Kto raz się zgodził nieść krzyż swój, tego nań wiecznie wbijać będą”.

Ten werset z Ewangelii powtarzał nieraz, na całej przestrzeni swego życia. I za każdym razem te słowa w Jego ustach wstrząsały mną do głębi. Mimo jarzącej się wiecznie, jak choinka, musująco-szampańskiej aury, która go otaczała, bałam się zawsze prawdy tych słów. Wyczuwałam głębię cierpienia, jakie się zrosło z Julkiem, od kiedy Go tylko pamiętałam, aż po ostatnie Jego dni.

Tu mała uwaga: Cytat o krzyżu nie pochodzi z żadnej Ewangelii – siostra widocznie nie znała ich dokładnie. Tuwim zacytował tu fragment jednego z wierszy rosyjskiego poety Mikołaja Mińskiego. Opublikowano go w Polsce w roku 1917.

Nawet w czasach, kiedy Tuwim „opanowany był” ideologią komunistyczną – chodzi o lata emigracji w Stanach Zjednoczonych, gdzie zapalił się do pomysłu odbudowy polski w oparciu o Związek Radziecki i ustrój komunistyczny – potrafił tak pisać do Polaków w okupowanej przez hitlerowców Polsce:

GWIAZDA BETLEJEMSKA

Gwiazdo Betlejemska, gwiazdo wcielonego słowa! Słowa o najsłodszym brzmieniu: Miłość.

Gwiazdo, do której tyle lat podnosiłem z polskiej ziemi przyprószone oczy, prosząc tym spojrzeniem i bezsłownym szeptem o to, co się nawet w wierszu powiedzieć nie dało: takie było swoje, tajne i tylko miłowania godne!

Gwiazdo, co dwa tysiące lat temu zajaśniałaś nad ziemią przodków moich, którzy dali ludzkości proroków i psalmistów, a potem dziadom moim, rodzicom i mnie samemu świeciłaś nad ziemią polską, nad jedyną i ukochaną moją ojczyzną!

Gwiazdo kierownicza! gwiazdo przystani! gwiazdo nieśmiertelnej mocy! Mylił się Kopernik: nie dokoła słońca toczy się ziemia, ale dookoła ciebie.

Gwiazdo smutniejsza niż inne, bo żadnej innej nie zdradzili tak haniebnie synowie naszej planety.

Gwiazdo nad Łodzią, Warszawą, Krakowem! Gwiazdo nad każdym naszym miastem i wsią! Ile oczu rozmodlonych na tobie, gwiazdo polska! Tak, polska. I nieraz się dziwiłem, że nie ma cię na żadnym sztandarze. A wieczór wigilijny był mi najuroczystszym w roku świętem narodowym.

Gwiazdo najmilsza! „Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuje, bo tęsknię po Tobie!”

Gwiazdo miłości, wiary i nadziei! Będę cię w Wilię wypatrywał na amerykańskim niebie – i ufam, że cię znajdę. I spotkają się wtedy moje oczy z oczyma braci moich i przyjaciół z umęczonych miast i wsi polskich – oraz braci i przyjaciół moich zza murów z żydowskiego getta. Bo ty jesteś także ich gwiazdą, gwiazdo Betlejem!

A tym tajnym zgromadzeniu błagalnych spojrzeń tak oto będziemy się modlić:

Gwiazdo przewodnia, spraw abyśmy cię już rychło oglądali! A teraz, gwiazdo miłości, stań się groźną, złowieszczą kometą Nowego Heroda, błyśnij mu w przerażone oczy straszliwym wyrokiem, miotłą stań się ognistą i zmieć z oblicza ziemi kata naszego kraju i jego krwawych pachołków. Tak na dopomóż Bóg, tak nam dopomóż Ojczyzno – i obojga ich męka niewinna…

Na koniec przytoczę wspomnienia Zofii Morstinowej, które być może najlepiej określają, czym dla Tuwima była kwestia wiary:

(…) Natomiast jeśli chodzi o aspekt religijny, o przeciwstawność pojęć: żyd-chrześcijanin, to sprawa nie była prosta. Czasami gorszono się bluźnierczymi akcentami wierszy Tuwima, także ich często naprawdę rażącym brutalizmem czy nawet biologizmem. Tak. Można bez trudu znaleźć w twórczości Tuwima te wiersze przykre, rażące brutalnością, także wiersze nie wolne od akcentów antyreligijnych, nieraz zuchwale bluźnierczych. Ale obok bezbożnych – znajdujemy wiersze i akcenty wyrażające tęsknoty sięgające daleko poza materialistyczny obraz świata, znajdujemy wiersze mówiące o przeżyciach religijnych, o Bogu, a nawet o Chrystusie w sposób wzbudzający wzruszenie. W późniejszej jego twórczości, zwłaszcza twórczości wśród- i powojennej, akcenty te milkną, jak gdyby wizja doskonale materialistyczna w poezji Tuwima zwyciężyła.

Ale Tuwim owych (międzywojennych) lat był jeszcze inny. Miał zrozumienie, nawet wyczulenie na wagę i powagę zagadnień religijnych. Mógł oczywiście mówić rzeczy katolików rażące, ale na pewno spraw tych nie lekceważył, tym mniej trywializował. Wśród owych licznych rozmów, jakie się dobywały się odbywały małymi grupkami w czasie zjazdów, oczywiście rozmów przypadkowych, nieplanowanych, pamiętam jedną taką dyskusję religijną. Słonimski, zgodnie ze swoją linią „oświeconego liberała” i „zdecydowanego antyklerykała”, wyliczał po kolei wszystkie błędy Kościoła, wszystkie rzeczywiste i wymyślone wady, grzechy i przestępstwa wszystkich od początku Kościoła papieży, biskupów i księży. Tuwim, zaprzątnięty tokiem swoich myśli i jakoś bardzo w rozmowę zaangażowany, słuchał przyjaciela z roztargnieniem, w końcu przerwał mu zniecierpliwiony:

– Daj spokój. Wiesz, że nie o to chodzi. To są rzeczy nieważne. Chodzi tylko o jedną rzecz: czy Bóg jest. I tylko to jest ważne. – i zwracając się pań biorących udział w rozmowie, ciągnął – Panie nie wiedzą, nie mogą zrozumieć, panie w ogóle nie mogą pojąć psychologii człowieka wychowanego zupełnie poza religią. Te rzeczy, które dla was były bliskie od dzieciństwa, stają przed takim człowiekiem jako problemy, jako rewelacje, już wtedy gdy jest dojrzały. A takie to są problemy, jak trudne do uchwycenia, pojęcia nawet nie macie.

I było widać, że problemy te ciągle są dla niego żywotne. Nie twierdzę i nie chcę twierdzić, że „namyślał się”, czyby nie przejść na katolicyzm. Chcę powiedzieć i mówię, że czuł wagę problemów religijnych i metafizycznych.