Julian Tuwim w Internecie

Jubileusz Leopolda Staffa

Bóg poezji – Leopold Staff. Po wojnie nie hołubiono go jednak za bardzo. Był co prawda szanowany przez kolegów po fachu, ale czynniki oficjalne raczej trzymały się od niego z daleka. Być może dlatego, że jako jeden z niewielu znanych literatów nie udzielał się przy tworzeniu i umacnianiu nowych porządków. Znaczące, że w przeciwieństwie do wielu żyjących w kraju poetów, nie napisał wiersza o Stalinie, Bierucie czy Związku Radzieckim. Skoro tak, to żył sobie skromnie z żoną w Krakowie u szwagierki. Bo tam właśnie trafił uciekając z Warszawy po upadku powstania.

Każdy literat żyje z publikacji. Niestety Staff nie miał do nich szczęścia, co przekładało się na mizerię finansową. Poeta trochę drukował w prasie. Przygotowywane przez niego antologie nie ukazały się, bo mające je wydać prywatne wydawnictwo zwinęło swoją działalność. Wybór poezji też musiał swoje odczekać, a w końcu został wydany w niewielkim nakładzie, co zresztą było decyzją cenzora. Możemy przeczytać jak kuriozalnie ona wyglądała:

Wiersze charakteryzują się brakiem tematyki społecznej – są w dużej większości refleksyjne, przeładowane filozoficzno-religijnymi rozważaniami, osobiste, liryczne lub opisowe. W doborze wierszy zbyt dużo miejsca poświęcono wierszom będącym rozmyślaniami na tematy religijne. Poza tym dobór utworów dokonany jest dobrze – daje pełny obraz twórczości międzywojennej Staffa. Wiersze na wysokim poziomie artystycznym – niekiedy trudno zrozumiałe dla surowego czytelnika przez przeładowanie filozoficzno-refleksyjną treścią (…). Wydać w niskim nakładzie, wyeliminować pewną ilość wierszy o tematyce religijnej.

Tuwim – beneficjent nowego systemu – nie zapomniał o starym mistrzu. Wymyślił i zorganizował jubileusz. Staff bowiem kończył siódmą dekadę życia i piątą własnej twórczości. Przeczytajmy więc list, jaki dostało kilkunastu czołowych literatów, odbijany na powielaczu, ale podpisany ręcznie przez Tuwima:

Warszawa, dn. 10 kwietnia 1948 r.

Szanowny Kolego!

W listopadzie br. Leopold Staff kończy 70 lat. Pragnąc uczcić tę rocznicę, jak również 50-lecie twórczej pracy największego ze współczesnych poetów polskich, zwracamy się do Kolegi z prośbą o nadesłanie do księgi pamiątkowej, która w dniu jubileuszu zostanie wręczona Poecie, nie drukowanego dotąd utworu swego (wiersza, urywka prozy lub artykułu). Objętość utworu nie może przekraczać 3 stronic maszynopisu z podwójnym odstępem. Treść utworu niekoniecznie musi być związana z osobą Staffa. Ostatni termin nadsyłania utworów upływa 20 maja b.r. Ze względu na charakter wydawnictwa, z którego całkowity dochód przeznaczony będzie dla Jubilata, wydrukowane utwory nie będą honorowane. Utwory wraz ze swoją fotografią i własnoręcznym podpisem należy przesyłać na adres Zarządu Głównego ZZLP, z adnotacją Księga Pamiątkowa Leopolda Staffa.

PRZEWODNICZĄCY
Komitetu Jubileuszowego
Julian Tuwim

Pomysł, żeby wydać książkę, miał nie tylko uhonorować jubilata, ale dostarczyć mu, potrzebnych w każdych czasach, pieniędzy. „Księga pamiątkowa ku czci Leopolda Staffa” ukazała się w styczniu 1949 roku. Było to wspólne dzieło Tuwima i jego ówczesnego współpracownika Juliusza Gomulickiego. Swoje teksty przesłali m.in. Iwaszkiewicz, Iłłakowiczówna, Gałczyński, Brzechwa, Borowski, Lec, Lewin, Sztaudynger, Jastrun, Kubiak, Przyboś, Różewicz, Świrszczyńska, Andrzejewski, Zawieyski, Choromański, Gojawiczyńska, Stern, Dąbrowska, Makuszyński. Tuwim umieścił tam fragment wydanych w tym samym czasie „Kwiatów polskich”.

Zajrzyjmy do „Księgi” i przeczytajmy okolicznościowy wierszyk autorstwa Janusza Minkiewicza:

ŻYCZENIA JUBILEUSZOWE

Ile piękna u Tuwima,
Ile żaru jest w Broniewskim,
Ile Greków u Morstina,
Ile przekór w Kisielewskim,
Ile panien przy Ważyku,
Ile Bąk ma zasług w niebie,
Ile Wiech ma czytelników,
Ile Lec ma czci dla siebie,
Ile jest z Przybosia kpinek,
W ilu jury Wyka siądzie,
Ile Fiedler ma Murzynek,
Ilu jest Żuławskich wszędzie,
Ile posad miał Rusinek,
Ile jeszcze mieć ich będzie,
Ile posad brak wciąż Ille,
Ile jest w Swinarskim jadu,
Kiepsko pisze paniuś ile,
Ile Peiper – gadu-gadu,
Ile paniuś Brzechwę gani,
Ile Brzechwa Jan miał żon,
Ile w kraju grafomanii,
Ile Paweł Hertz miał bon,
Ile wdzięku u Dygata,
Ile Kott narobił gaff –

Tyle szczęścia długie lata
Niech ma pan Lepold Staff!

Główne uroczystości odbyły się w Warszawie, choć ich pretekstem było nadanie Staffowi tytułu doktora honoris causa UJ. Kilka dni późnij laureat otrzymał od prezydenta Bieruta Krzyż Komandorski z Gwiazdą Odrodzenia Polski. Relację z tego wydarzenia przygotowała PKF. Możemy ją zresztą zobaczyć na stronie http://repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/4975. Poeta dostał również nagrodę pieniężną, nader istotną w jego sytuacji finansowej. W sumie uroczystości trwały kilka dni. Jak to wyglądało, możemy przeczytać we wspomnieniach J. Bandrowskiej-Wróblewskiej – przedwojennej redaktorki Staffa, która też brała udział w obchodach jubileuszu:

(…) Tuwim był wszędzie, podczas każdej imprezy. Czuwał nad Staffem bezustannie, ale w sposób jak najbardziej dyskretny. Niby duszek opiekuńczy zjawiał się zawsze wtedy, gdy jego obecność była potrzebna. Znając wrodzoną nieśmiałość Staffa wyczuwał intuicyjnie jego zażenowanie podczas oficjalnych wystąpień. Wśród rozlicznych imprez starał się zawsze zapewnić Staffowi chwilę odpoczynku czy na pogawędkę z najbliższymi. (…)

Już pierwszego dnia pobytu państwa Staffów w Warszawie wyłoniła się drobna na pozór trudność. Apartament w „Bristolu” okazał się bardzo zimny. Zarząd hotelu nie widział możliwości zaradzenia temu. Zimno groziło złapaniem grypy lub nawet zapalenia płuc. Gdy z samego rana dowiedział się o tym Tuwim, natychmiast przesłał przez swego kierowcę piecyk elektryczny. Zasiedliśmy właśnie wokół ogromnej porcelanowej białej baby, buchającej ciepłem, kiedy rozległo się pukanie i wszedł zaaferowany Tuwim. Kilka słów na powitanie i zaraz przystąpił do sprawdzania, czy w kranie jest ciepła i zimna woda, czy dzwonnej dział, nawet zajrzał do pościeli, czy oprócz kołder są też na wszelki wypadek koce.

* * *

Żeby niniejszy artykuł nie trącił zbyt sztywną celebrą, przeczytajmy jeszcze przeuroczą anegdotkę Różewicza, który też miał swój udział w fetowaniu mistrza (formatowanie i znaki przestankowe tak, jak w książce „Listy i rozmowy” – zawierającej relację z kontaktów Różewicza z Ryszardem Przybylskim):

Staff obchodził siedemdziesięciolecie i Tuwim mi mówi tak: – Panie Tadeuszu, proszę, tu są pieniądze, niech tam pan w Krakowie kupi bukiet róż, kosz wina, i zaniesie Poldkowi. Ja byłem wtedy w Warszawie i wziąłem pieniądze z Wiejskiej, od Tuwima. Wino, róże – bo Poldek był Italienische Reise, prawda? Pamiętam, jak zasuwałem z tym koszem róż i tokajami na Szopena, na czwarte piętro. Byłem, przyniosłem… i zostało mi kilka tysięcy. Mówię Tuwimowi: – Zostało mi kilka tysięcy, a on: – A, to może pan wydać na dziewczynki. Ja na to: – Ja nie jestem z grupy skamandrytów, ja od Przybosia, my jesteśmy asceci… (śmiech) Więc co mam zrobić z tymi pieniędzmi? – No to jaki tam sobie pan cel wyznaczy… I ja te pieniądze dałem jednej staruszce, która się żaliła, że żyje w domku bez ściany, bo pijacy jej ścianę drewniana rozebrali i gdzieś sprzedali. I ja te pieniądze, które zostały z forsy Tuwima dla Staffa, dałem tej staruszce. Było nawet od niej podziękowanie w „Expressie Wieczornym” za tę zapomogę. Ale jest dalszy ciąg, już bardzo tajny, bo ta staruszka tak się rozpuściła, że po paru miesiącach napisała, czy bym jej nie kupił maszyny do szycia (śmiech). I ja już na to nie odpisałem.

* * *

Kilka słów co działo się dalej: Tylko dzięki staraniom Tuwima Staff zawdzięcza przyznanie emerytury i lokum w Warszawie. Niedługo po jubileuszu dobre czasy się skończyły. Zablokowano Staffowi możliwość druku wyjątkowego zbioru „Wiklina”. Ukazał się dopiero w przedodwilżowym roku 1954. I to też po ingerencjach cenzury, której pracownik wypisywał m.in. „Spojrzenie (poety) jest zbyt humanistyczne, za mało w nim realizmu i odgłosów naszej epoki. W wielu wierszach poeta staje się pięknoduchem, eliminującym ze swoich doznań jakiekolwiek treści społeczne.” Zostawmy cenzora i przeczytajmy jeden z wierszy z tego zbioru, żeby mieć świadomość o wielkości tego tomiku:

CIĘŻAR

Miałem pleciony kosz,
Chciałem weń włożyć owoce,
By je przechować na zimę,
A może miał to być chleb.

W nocy ktoś włożył mi w kosz kamienie,
Ciężkie i twarde,
Które nie miały posłużyć nikomu,
tylko obarczyć mi grzbiet.

Lecz wezmę ten kosz na plecy,
Poniosę te kamienie,
Poniosę je do końca,
Aż tam.

* * *

Jeszcze uwaga poza głównym tematem. Szukając materiałów do niniejszego artykułu, natknąłem się na pogląd, że order dla Staffa – wręczany przecież przez Bieruta – miał być dowodem na sprzedanie się poety władzom komunistycznym. Zadziwia mnie wytrwałość tropicieli tzw. „hańby domowej”, którzy dla założonej tezy gotowi są poświęcić fakty. Są wśród nich nawet zawodowi historycy, ślepi na jedno oko, tworzący historię, nie mającą wiele wspólnego z rzeczywistością.